Blog > Komentarze do wpisu
Dzisiejszy dzień, dobry nie był.
nuda

 

 

Nie lubiłem i nadal nie lubię wtorków. Taki głupi dzień, niby już drugi dzień tygodnia, ale do piątku w hugo daleko.

Ale dziś...

... wtorek był wyjątkowo paskudny. Długi i ciągnący się w nieskończoność. Do tego zorientowałem się, że to czym myłem ręcę od kilku dni to nie mydło. To żel do higieny intymnej. A ja zastanawiałem się czemu mi dłonie dziwnie pachną. Poza tym, szkoła. Znów próbowali mi wmówić, że oni uczą nas i męczą, dla naszego dobra. Bzdury, ja wiem, że przychodzą do szkoły tylko żeby się wyżyć na małych, bezbronnych, nieczego nie podejrzewających uczniach. Tak , tak: a+a=b, b+c=z. Oczywiście ja wszystko rozumiem proszę pani, tak odrobiłem pracę domową,oczywiście,och dziś mamy dodatkową lekcje matematyki, a jutro chemi a pojutrze biologii a potem chuj wie co jeszcze? OK. Jutro test? Kurwa z czego, przecież to dopiero trzecia lekcja z tego przedmiotu, w tym jedna to organizacyjna, a na drugiej mieliśmy zastępstwo. A, z zeszłego roku. Faajnie. Oczywiście mam się z czego uczyć. Moje stare książki i zeszyty mam ciągle w szafie (czyt. poszły w pizdu z dymem). I tak cały rok. Jedyne co przyda mi się ze szkoły to przedmiot zwany sztuką przetrwania, czyli zapieprzaniem od klasy do klasy, w morzu ciągnącego się tłumu ludzi, z balastem na plecach nie dając się przy okazji stratować. Hobbity pod nogami, enty nad głową, czuje się jak w bajce.

Pierwsze dwie godziny, a ja już myślami jestem w domu, siedząc przed komputerkiem z kawą w łapie. Wszyscy do mnie mówią, myślą, że mam podzielność uwagi na tysiąć pińcet osób i jeszcze rozumiem o co im chodzi. Zmuszam się sam siebie do uśmiechów wobec niektórych, bo miły jestem. Kulturka. O mało się nie zeszczałem, ale do kibla wchodzę z obrzydzeniem, jak już muszę tak naprawdę. Ale kupy to tam bym w życiu nie zrobił. Swoją drogą nie wiem co pocznę jak się zachce w szkole? Wszyscy gdzieś chodzą, w każdą stronę, nie patrząc jak, czy kogoś potrącą, uderzą, skopią. To nieistotne dla nich. Nim zdążysz odetchnąć po bezmyślnym wlepianiu gał w bliżej nieokreślony punkt w klasie, udając przy tym, że cokolowiek rozumiesz z wywodu nauczyciela, a gdy cię spyta, odpowiadając debilnym uśmiechem, zaczyna się następna lekcja. Nawet w-f jest taki dziwny. Jeszcze jak go nie lubiłem to był wtedy jakiś dreszczyk emocji, a teraz... ciągnie się i ciągnie. Wszyscy czegoś chcą, a nikt nie raczy czegoś ofiarować. Jedno potknięcie jest niedopuszczalne, bo my jesteśmy nieomylni. Traktują mnie i pewnie większość uczniów, jak istoty które powinny wiedzieć wszystko, przy okazji zastrzegając to, że sami mogą się pomylić. Hipokryci. Po powrocie do domu, pierwsze co robie to rozciągam się na łóżku, bo po noszeniu plecaka plecy mnie bolą. Oczywiście obiad, potem lekcje... przydałoby się pouczyć...taa... i komputer. Wieczór, a mi się wydaje, że dopiero wstałem. Położyłbym się spać, ale jeszcze trochę za wcześnie.

Boże, co za dupny dzień. A jutro środa...

wtorek, 14 września 2010, prostaczek222

Polecane wpisy